poniedziałek, 30 kwietnia 2018

rustykalna tarta z rabarbarem i książka Towarzyszka Panienka

Prostota jest najlepsza, dlatego sięgnęłam po sprawdzony przepis na kruchy spód, dołożyłam pół kilograma pokrojonego, posypanego mąką i cukrem rabarbaru i upiekłam.
Dla zainteresowanych podaje przepis:
kruchy spód:
1, 1/2 szklanki mąki,
140 g masła
4 łyżki zimnej wody
4 łyzki cukru pudru,
szczypta soli
Ciasto zagnieść i schłodzić, przez około godzinę, w lodówce.
Rozwałkować w formie okręgu, wyłożyć na papierze do pieczenia, wysypać rabarbar (obtoczony w 1 łyżce mąki pszennej i 2 łyżkami cukru ) zawinąć brzegi. Piec ok 30-35 min w temperaturze około 180 stopni.
Przeczytałam ostatnio ciekawą książkę autorstwa Moniki Jaruzelskiej pt. Towarzyszka Panienka.
Skrawki życia córki generała, lekkie pióro, humor i dowcip to atuty tej książki. Polecam



niedziela, 1 kwietnia 2018

Kilka Wielkanocnych kadrów i mazurek kajmakowy Neli Rubinstein najlepszy na świecie

Witajcie. W ten świąteczny czas chciałam złożyć Wam życzenia: radosnych Świąt Wielkanocnych. Cieszmy się chwilami z najbliższymi, celebrujmy bycie razem. Radujmy się ze Zmartwychwstałego. Pięknego Świętowania.

A dla chętnych błyskawiczny mazurek wielkanocny z kajmakiem od Neli Rubinstein.

Ciasto:
15  gram masła
3 żółtka
240 gram mąki pszennej
100 gram cukru pudru. Składniki zagniatamy i wsadzamy do lodówki

Masa kajmakowa Neli Rubinstein:
1 szklanka śmietanki kremówki 30 procentowej
1 szklanka cukru 
laska wanilii
Śmietankę wlewamy do garnka z grubym dnem, dodajemy cukier i laskę wanilii, mieszając gotujemy na małym ogniu, aż masa zgęstnieje. Test jaki wykonuje to: na zimnej powierzchni kropla zastyga w twardą ale elastyczną kulkę. Gotowanie to trwa to około 1 godziny.
W  między czasie wyciągam ciasto i rozwałkowuje je na papierze do pieczenia, ja uformowałam prostokątny mazurek. Piekę w 180 stopniach około 15-20 minut. Gdy ciasto ostygnie wylewam kajmak.
Smacznego. 





\









poniedziałek, 25 września 2017

Majorka czyli trip 2017

Jak śpiewał w latach 90-tych zespól Loft:  "Mallorca, extasy and motion, oh oh oh 
That's Mallorca...
Mallorca, feel the good vibration, oh oh oh 
That's Mallorca 
Nie można się nie zgodzić, że dobre wibracje, ekstaza i ruch to kwintesencja Majorki. Pokochałam tę wyspę za różnorodność. Każdy może znaleźć tu coś dla siebie. Fani imprezowania znajdą kluby tętniące muzyką. Fani spokojnego wypoczynku ( jak my ) znaleźć mogą ciszę i błogi spokój. Szczególnie środek wyspy zachował swój pierwotny kształt. Nacieszyć oczy możemy urokliwymi wioskami, gajami oliwnymi, wiatrakami. Najlepszym sposobem zwiedzania wyspy jest wypożyczenie samochodu, dlatego na nasz dwunastodniowy pobyt wypożyczyliśmy citroena Cactusa. Mobilni i spragnieni przygód objechaliśmy Majorkę wzdłuż i w szerz. 

Moją relację z wakacji zacznę od naszego subiektywnego rankingu najpiękniejszych plaż. Rozpoczyna go plaża Cala Figuera (odwiedziliśmy ją w drodze na przylądek  Formentor. Droga do przylądka to ponad 10 km serpentyn. Niestety w sezonie wakacyjnym łączy się również  z ogromnymi korkami.)
Choć zejście do plaży jest dość strome to warto. Przepiękny turkus morza Śródziemnego oszołomi nasze oczy. 



Kolejną przepiękną plażą jest Cala Blanca. Usytuowana w pobliżu miejscowości Camp de Mar (południowo- zachodnia części Majorki)



Mieszkaliśmy w cudownej miejscowości Ariany w przepięknym apartamencie, (klimatyzowane dwa pokoje, łazienka oraz aneks kuchenny wyposażony w piekarnik, płytę ceramiczną, zmywarkę i pralkosuszarkę- pierwszy raz wracałam z urlopu z czystymi ubraniami ) Właściciel obdarowywał nas codziennie wspaniałościami ze swojego ogrodu ( pomidory, figi, granaty oraz cytryny ) Gospodarz wynajmuje tylko dwa apartamenty ( trzeci jest w trakcie przygotowywań ) zapewniło to nam rodzinną atmosferę,  prywatny basen i letnią kuchnię z grillem.



Poniżej kilka kadrów z urokliwego Ariany, który stanowił naszą wakacyjną bazę wypadową.











Co jeść ? Jeśli jesteście miłośnikami owoców morza koniecznie musicie skosztować: paella marinara – ze świeżymi krewetkami, langustynkami, małżami, z kalmarami, kawałkami tuńczyka. Po prostu niebo w gębie.
Tapas to niewielkie przekąski najlepsze na przystawkę.
Tortilla i tu możecie być zaskoczeni, bo hiszpańska tortilla to omlet. Często z dodatkami w postaci krewetek, pomidorów czy ziemniaków. 
Einsamada to typowe ciasto produkowane na Majorce. Produkuje się je z mąki, wody, cukru, jajek oraz smalcu wieprzowego.  W smaku jest niezwykle puszyste i smaczne.
Moje ulubione: ciasto migdałowe znane i popularne nie tylko na Balearach. Ciasto z jajek i masy migdałowej.  Zajadałam się nim nieprzyzwoicie.





Katedra La Seu w Palma de Mallorca jest jedną z piękniejszych zabytkowych budowli Archipelagu Balearów. budowana od XIII wielu przez około 400 lat


Przepiękne miasteczko Port de Soller w północno- zachodniej części Majorki


piątek, 22 września 2017

Śliwkowa prostota


Witajcie
Jesienna aura niestety nas nie rozpieszcza. W ciągu tygodnia nie mam czasu na pieczenie ale w jesienny weekend na poprawę humoru polecam ekspresowe ucierane ciasto ze śliwkami.


4 jajka
1 szklanka cukru
2 szklanki mąki
1 łyżeczka proszku do pieczenia
4 łyżki oleju  oleju rzepakowego albo słonecznikowego
70 dag śliwek
Piekarnik rozgrzewamy do 180-190⁰C, grzanie góra-dół, bez termoobiegu.
jajka wbijamy do miski, wsypujemy do nich cukier. Miksujemy, potem wsypujemy partiami przesianą mąkę z proszkiem ,  na końcu wlewamy olej.
Tortownicę  21-24 cm lub blaszkę wykładamy papierem do pieczenia. Wylewamy ciasto, na wierzch układamy owoce.
Pieczemy ciasto przez 35-40 minut – do suchego patyczka. Po ostygnięciu posypujemy cukrem pudrem.
Polecam i pozdrawiam Wszystkich , którzy jeszcze zaglądają do tego zakurzonego ostatnimi czasy bloga

Kinga

piątek, 21 października 2016

Bułgaria i Rumunia 2016 relacja z podróży

Witajcie
W tym roku postanowiliśmy zmienić wakacyjny kurs wojaży. Wybraliśmy Bułgarię. Jako, że Rumunia od Bułgarii to prawie rzut beretem to postanowiliśmy połączyć jedno z drugim. Podróż rumuńską Trasą Transfogaraską marzyła mi się od dawna.
Wyruszyliśmy w sierpniowy, deszczowy wieczór. Pogoda nas nie rozpieszczała.  Słowacja i Węgry tonęły w deszczu, w Rumunii było trochę lepiej. Deszcz lał na zmianę z krótkimi przebłyskami słońca.










Kiedy wydawało nam się wreszcie, że pogoda się poprawia, gdy dotarliśmy do drogi Transfogaraskiej, kiedy wszystkie aparaty fotograficzne przygotowane na tę okoliczność były w pogotowiu to... Okazało się, że zamiast niesamowitych widoków widać tylko mgłę ( w zasadzie nic nie widać ).  Z naszych gardeł dał się słyszeć jęk zawodu, szczególnie z mojego. No cóż,  bywa. Chwilami mgła robiła się trochę rzadsza. Wtedy mój mąż zatrzymywał się a ja próbowałam sfotografować choć odrobinę rumuńskiego piękna.
Droga Transfogaraska została wybudowana w latach 70- tych za rządów Ceausescu, przecina Góry Fogaraskie. Wspina się na wysokość około 2000 m n.p.m.






Docieramy do ruin zamku Poenari, w którym mieszkał Wład Palownik. Do ruin można się dostać wspinając się po około 1500 stopniach. Większość trasy prowadzi przez las. Po okołu 700 stopniach miałam lekki kryzys, lecz patrząc na swoje dzieci, której jakby nigdy nic wspinały się dalej ( młodsza latorośl robiła to w podskokach ) zmobilizowałam się i parłam dalej. Ruiny można zwiedzać zapłaciwszy 5 lei. ( 1 lej to około 1 zł )
Widok zaparł mi dech w piersiach. Lasy, góry a wśród nich wijąca się,  niczym wąż,  droga. Spocona i zgrzana fotografowałam widoki, dopóki nie zaczął padać deszcz. A przed nami jeszcze droga w dół. Schodzenie umila mi myśl ( a raczej dwie ) pierwsza, że warto było się wspinać ( Ewa Chodakowska byłaby ze mnie dumna), druga, że zaraz przebiorę swoje mokre ubranie.





Nieodłączny rumuński widok- piękne kapliczki.



Wieczorem docieramy do Bran. Mamy tam zarezerwowany nocleg. Udajemy się na rekonesans po miasteczku. Oczywiście towarzyszą nam strugi deszczu. Zaczynamy się już do nich powoli przyzwyczajać.W restauracji zamawiamy tradycyjną transylwańską zupę ( 15 lei) oraz zupę Drakuli ( 15 lei )Okazują się być zupami z pomidorami i kawałkami mięsa. Bardzo smacznymi. Do tego pizza (35 lei) oraz tortilla z mięsem i warzywami ( 22 lei) Oczywiście wszystko sygnowane imieniem Drakuli.



Rano zaczynamy zwiedzanie zamku. Znowu pada. Kolejka do wejścia spora. W środku jeszcze tłoczniej. Ale warto wejść i zobaczyć. Choć Drakula w tym zamku nigdy się nie pojawił to i tak robi on duże wrażenie. Szczególnie spowity mgłą.




Omijamy szerokim łukiem stoiska z chińskimi pamiątkami i jedziemy dalej. Ruszamy w stronę Bukaresztu. Obwodnica miasta przypomina chwilami polną drogę z ogromnymi dziurami. Nic to, ważne, że jedziemy. Ups. Jednak stoimy w korku.
I oczywiście co ? Znowu pada deszcz.
Kilka godzin  później udaje nam się wyjechać z korka. Szukamy granicy, jest nieoznakowana droga, ale wszyscy jadą więc i my jedziemy. Przeprawiamy się przez most na Dunaju (przejazd płatny) Przekraczamy granicę Ruse- Giurgiu. Jesteśmy w Bułgarii.
Ps. Nie pada ale zimno (ok 16 stopni)


Zmrok już zapadł a my podążamy do naszego miejsca docelowego. Na bookingu zarezerwowaliśmy apartament w Hotelu Silver Beach Apart Complex. W miejscowości Bjała. Hotel mogę polecić z czystym sumieniem. Z hotelu do plaży dzieli nas tylko kilkanaście schodów w dół. Plaża jest piaszczysta, dość szeroka. W hotelu dostępne są dwa baseny, restauracja i siłownia. Nasz apartament składa się z dwóch sypialni, aneksu kuchennego ( wyposażonego w piekarnik, płytę grzewczą, toster, czajnik, mikrofalę i lodówkę ) oraz dwie łazienki. Apartament jest ogromny ( ma około 90 metrów ) klimatyzacja w każdym z pokoi, ogromny balkon. Wszystko pachnie nowością. Bardzo miła obsługa, mówiąca po angielsku.
Panie sprzątające codziennie do nas zaglądają. Co drugi, trzeci dzień zmieniają pościel i ręczniki.

 



Kilka dni później, gdy spenetrowaliśmy już dokładnie plaże oraz dno morskie to odwiedziliśmy największy na Bałkanach park wodny w Nessebarze. Park zajmuje przestrzeń około 46 tysięcy metrów kwadratowych. Fantastyczne zjeżdżalnie, dla najodważniejszych polecam kamikaze i tsunami.
Wstęp (cały dzień ) 40 BGN ( 1 lei to około 2 zł )



Po całodniowych wodnych atrakcjach wieczorem zaglądnęliśmy do miasteczka Nessebar. Ze względu na swoją wartość historyczną zostało wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa Kulturowego UNESCO. Warto zobaczyć średniowieczne cerkwie, ruiny murów obronnych i piękną zabytkową zabudowę mieszkalną.



Miasteczko oferuje bogate zaplecze kulinarne.
A co warto zjeść w Bułgarii ?
- Jako miłośniczka owoców morza często zamawiałam małże ( około 12 lei )
- Polecam ryby: grillowana makrela ( około 15 lei ), caca ( maleńkie rybki smażone w głębokim oleju), grillowana ryba blue fish.
- Tradycyjna  sałatka szopska (przypomina bardzo sałatkę grecką.) Zamiast sera feta jest w niej utarty ser szopski.
- kawarma gulasz podany w glinianym garnku
-kiufte, kebabcze- grillowane klopsy z mięsa mielonego
Do picia piwo: Zagorka, Kamenitza (2 leje)








Czy polecam wakacje w Bułgarii?
Tak z całą pewnością, jest tylko jedno małe ale ( no może dwa)
Swoje serce zostawiłam w Albanii i Grecji, a Bułgaria nie oczarowała mnie aż tak bardzo, żebym chciała tu jeszcze raz pojechać. Co innego Rumunia, tą chętnie odwiedziłabym raz jeszcze.
No i temperatury, ja jestem zwolenniczką i miłośniczką wakacji w temperaturze 35 stopni w górę. Tu było koło 27-28 stopni , i dość chłodne noce (18-19 stopni) Jak dla mnie trochę za zimno.

Pozdrawiam i wysyłam pozytywne wibracje

Kinga